Przejdź do głównej zawartości

Jak Ty sobie radzisz?

Cały czas, te szpitale, badania, jak Ty dajesz radę? 
Osłabiona, odwodniona i przyszłaś/przyjechałaś, dałaś radę?
Te silne bóle brzucha, jak dajesz radę funkcjonować? 
Tyle razy chodzisz do toalety? Przecież to strasznie wykańcza. Dajesz radę? 
Jedziesz sama tyle kilometrów, jak Ty to robisz? 
Pracujesz, podróżujesz, da się tak z Twoją chorobą? 
Przecież źle się czujesz, po co wychodziłaś z domu? 
Wiesz Klaudia, ja to Cię podziwiam. 
Masz jeszcze siłę? 
Chodzisz tak z tą rurką w nosie. Podziwiam Cię, że się nie wstydzisz. 
Podziwiam Cię, że tak dobrze radzisz sobie z chorobą. 
Świetnie wyglądasz, chyba lepiej się czujesz? 

Te i wiele innych pytań albo stwierdzeń słyszę bardzo często. Raczej od zdrowych ludzi. Dziwią się, że normalnie funkcjonuję. Dziwią się jak sobie daję radę i że ''ja bym tak nie potrafiła''. Wiecie dlaczego tak jest? Bo choroba mimo, że zabiera dużo, to daje też dużo siły. Często po nieprzespanej nocy, z biegunką i ogromnym bólem brzucha wychodzę z domu. Pewnie, że się boję czy po drodze coś się nie stanie. Milion razy po drodze robi mi się słabo i ciemno przed oczami. Ratuję się zimną wodą, miętowymi cukierkami i dużą ilością leków. Ta kombinacja pozwala mi uspokoić wnętrzności. Ale na zewnątrz zakładam maskę, maluję twarz starając się ukryć to, że coś jest nie tak. Do tego wszystkiego dodajmy uśmiech, sztuczny bo sztuczny i jest! Jest prawie zdrowa Klaudia. Niby coś ma tam z flakami, niby to ciężka choroba, ale przecież jest, żyje, jest obok mnie, oddycha, w miarę dobrze wygląda. No to może powiem jej, że ją podziwiam, bo wyobrażam sobie jak jej ciężko. No jest ciężko, jest ciężko ''w chuj''. Przepraszam za wyrażenie, ale mówiąc ''bardzo ciężko'' to bym skłamała. 

Tyle trudnych rozmów z lekarzami, każdy pobyt w szpitalu, wszystkie trudne wybory od których zależało tak naprawdę życie - to wszystko zostaje w psychice. Z tym nie jest łatwo żyć. Powiedzą -bagaż doświadczeń. Pierdole taki bagaż. Sto razy wolałabym w takim bagażu nieść parę wspomnień złamanego serca, kłótnie, niespełnione uczucia. Ale nie chcę się licytować, każdy człowiek ma swoje własne końce świata. W każdym razie to, co się już wydarzyło odkąd zachorowałam wbiło się w pamięć i za każdym razem tak bardzo boli, kiedy wracają wspomnienia. Choroba dużo zmieniła. Nie chcę oceniać czy na lepsze czy na gorsze. Bo jeszcze dużo może się zmienić. Często jestem zamyślona, smutna. To wcale nie oznacza, że coś jest nie tak. Po prostu tak mam.

Blizny, zrosty w żyłach, przeraźliwa chudość, wystające kości. Nigdy w życiu się nie odchudzałam i śmiać mi się chce jak ktoś pyta, czy się odchudzam albo kiedy słyszę komentarze, że powinnam więcej jeść, bo się głodzę. Mogę zjeść parę tysięcy kalorii, tylko pytanie ile z tego za chwile wyląduje w toalecie albo ile z tego się wchłonie. Crohn nie lubi jedzenia, nawet tego delikatnego. Ma takie dni, kiedy wyrzuca ze mnie nawet łyka wody. Moja dieta nazywa się ''choroba crohna''. Nie polecam. 

Czasem jak słyszę takie pytanie ''jak sobie radzę?'' to sama zaczynam się zastanawiać nad tym. Na co dzień o tym nie myślę, działam bo wiem, że mam działać. Wstaję i oganiam się na tyle, by wyglądać jak człowiek i żyć w miarę normalnie. Jestem chora i już, nic z tym nie zrobię. Może to dlatego, że Crohn daje takie duże pokłady siły? Bo gdyby nie ta siła i nadzieja, która jest raz większa raz mniejsza, ale jest, to chyba już po diagnozie wylądowałabym w psychiatryku a moje losy potoczyłyby się całkiem inaczej.

A i jeszcze jedno! Nie ma czego podziwiać. Ja po prostu staram się normalnie żyć. 




Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Kiedy Crohn jest z kobietą

Dzisiaj mój wpis będzie bardziej kobiecy. Bo wiecie, że nam, kobietom, wcale nie jest łatwo :)
Choroba bardzo dużo zmienia w naszym życiu, wyglądzie i organizmie. Toczący się stan zapalny źle oddziałuje na inne organy. Kolejne operacje zostawiają ślady. Leki zmieniają nasz wygląd. A jelita sąsiadują z kobiecymi narządami bardzo blisko.

Samoocena spada już w momencie, kiedy dowiadujemy się o chorobie. Zaczynamy myśleć jak to dalej będzie. Istnieje w społeczeństwie takie przekonanie, że kobiety nie pierdzą 😄 A tu nagle się okazuje, że jest jakaś biegunka, przelewania i bulgotania w brzuchu, odbijania, wzdęcia i gazy. Przecież to takie wstydliwe. Nie wspomnę już o dziewczynach i kobietach, które nie są w związku i szukają miłości swojego życia. Z takimi objawami z przewodu pokarmowego już mamy utrudniony start. Tym wszystkim zaczynamy się martwić, przejmować, przeżywać. Po jakimś czasie jednak się przyzwyczajamy. Jest łatwiej, jeśli chociaż w małym stopniu się to zaakceptuje.

Zmienia się w…

Normalność, czyli co?

Zapomniałam, co to znaczy normalność jakieś 7 lat temu. Nic nie było już takie, jak wcześniej. Nic nie było już takie samo, jak wtedy zanim usłyszałam diagnozę. Skończyła się spontaniczność i normalność. Wydaje mi się, że one już nigdy nie wrócą.

Już nie wiem co to znaczy życie bez lęku. On jest, towarzyszy mi w chorobie cały czas. Raz jest mniejszy, raz większy. Lęk o to, co będzie jutro. Lęk o to, czy będzie bolało, czy będę miała operację, może stomię, a może umrę. Czasami jest to też taki lęk o coś, o czym nawet nie potrafię powiedzieć. Wcześniej tak nie było. Oczywiście, że nie raz się martwiłam, ale to jak każdy zdrowy człowiek. Teraz to nie jest martwienie się, to jest lęk. To nie jest normalność.

Poranek jak na filmach. Korzystanie z toalety, ubieranie się, śniadanie zjedzone w spokoju, popijanie herbaty. Co to? Moje poranki od 7 lat spędzam w całości w toalecie. Jak udaje się zjeść śniadanie w kuchni, na spokojnie, to wydarzenie wyjątkowe, tak rzadkie, że mogę policzyć takie dn…

Crohn zepsuł mi zycie

Czasem w życiu komplikuje się wiele spraw na raz. Jeśli dochodzi do tego choroba, jakakolwiek choroba, to już w ogóle mamy niezłe zamieszanie. Trochę się nie odzywałam, bo to był ciężki czas.

Było wycie w poduszkę i wstawanie z łóżka tylko po to, by skorzystać z toalety. Były trudne decyzje dotyczące przyszłości. Strach, nerwy. Nawet lekarz mnie okrzyczał, że jestem za bardzo nerwowa. Była duża awaria języka i w ogóle układu odpornościowego. To, co się działo to za dużo dla zdrowego człowieka, a co dopiero dla mnie. 

7go lipca minęło dokładnie 7 lat odkąd postawiono mi diagnozę. W tym roku jakoś szczególnie nie przeżywałam tego dnia. Zabrałam Crohna na siłownię. Ale o tym opowiem Wam kiedy indziej. Nie powiedziałam o tej rocznicy na blogu ani na funpage'u, bo wydawało mi się to trochę bez sensu. Cały czas chcę zapomnieć o chorobie, ale nie da się, bo ona jak bumerang mi o sobie przypomina. 

Zauważyłam już, że ciężko mi się rozmawia ze zdrowymi ludźmi, którzy nie wiedzą o tym, że jest…