Przejdź do głównej zawartości

Jak skutecznie odstraszyć od siebie ludzi?

To już nie pierwszy raz... Myślałam na początku, że chodzi o to, że jestem chora. To na chorobę zganiałam winę za to, że odstraszam od siebie ludzi. Ale może to ze mną jest coś nie tak?

Z dnia na dzień ktoś urywa ze mną kontakt. Często bez słowa wyjaśnienia. Tyle razy w życiu mi się to zdarzyło, że już chyba przestałam liczyć. Ostatnio tak się zastanawiałam, i jeszcze przed diagnozą miałam takie sytuacje. 
Jestem świadoma tego, że jestem dość specyficzną osobą i bardzo podziwiam tych, którzy mimo to dalej utrzymują ze mną kontakt. 

Zdarza mi się nie odebrać telefonu, nie odpisać na wiadomość, nie odzywać się przez parę dni, odmówić spotkania. Nie zawsze jest to spowodowane szalejącymi flakami. Czasem po prostu chcę być sama. Ale nie jestem do końca przekonana czy to wystarczający powód, by się ode mnie odwrócić. 

Od zawsze byłam cicha, spokojna, nieśmiała, wycofana. Miałam jakieś swoje malutkie grono znajomych z którymi czułam się dobrze. Wiedziałam, że mogę na nich liczyć. W szkole nie byłam jakąś ''popularną gwiazdką'', z wianuszkiem koleżanek. Nie byłam ani bogata, ani nie miałam niczego, co mogłoby zaimponować innym. Często miałam wrażanie, że dziewczyny kolegują się ze mną tylko po to, by nie było mi przykro. Miałam takie przekonanie, że nie jestem fajna. Bardzo brakowało mi pewności siebie. Potem do tego wszystkiego doszła choroba, co już całkiem sprowadziło na dno moją samoocenę. 

Miałam najlepszą przyjaciółkę. A może tak tylko mi się wydawało? Nie wiem. W każdym razie od dziecka z nią przyjaźniłam się najbardziej. Znała wszystkie moje tajemnice, problemy. Uwielbiałam z nią spędzać czas. Była dla mnie troszkę jak siostra. Potem nagle coś się popsuło, nagle kontakt się urwał. Bolało. Może nie byłam wystarczająco fajna? Może to przez to, że ludzie oskarżali mnie o anoreksję czy jakąś inną chorobę psychiczną? A może przez to, że nie chciałam palić papierosów i pić wódki w wieku 13 lat? Boli, boli do tej pory. Bo wspomnień nie da się wymazać. 

Miałam też małe grono przyjaciółek/koleżanek. Cisza. Cisza od kiedy wróciłam do szkoły po pobycie w szpitalu. To akurat jest dla mnie zrozumiałe. Może się przestraszyły. Tyle, że ja wróciłam z chorym brzuchem, nie z chorą głową. Dalej byłam TĄ SAMĄ dziewczyną. Pamiętam jak ogromnie przykro mi się zrobiło, kiedy jedna z koleżanek zapytała mnie czy mogę ją zarazić moją chorobą... Wiesz jak okropnie boli to, kiedy ktoś z dnia na dzień przestaje mówić Ci ''cześć'' a kiedy przechodzi obok odwraca głowę? A na dodatek Ty nie masz pojęcia co zrobiłaś nie tak. 

Jakoś w życiu nie mam szczęścia do przyjaciół. Podobne sytuacje jak te wyżej zdarzyły mi się wiele razy, a mam dopiero 21 lat. Cały czas boli tak samo. Albo nie - boli mocniej za każdym razem. Szczególnie wtedy gdy zachodzę w głowę co zrobiłam nie tak. Może za bardzo narzekam na życie? Przecież tak ogromnie staram się by myśleć pozytywnie. Może dlatego, że nie umiem pocieszać innych i zawsze wychodzi mi to z odwrotnym skutkiem? Może po prostu jestem jestem za mało fajna? Może jestem nudna? Może chodzi o Crohna? Nie mam pojęcia... 

Staram się sobie radzić sama. Pamiętam taki wpis do mojego pamiętnika...Już nie przypomnę sobie kto go wpisał, ale do tej pory, kiedy ktoś urywa ze mną kontakt brzęczy mi on w głowie:
,, Miej mało życzeń, to Cię uszczęśliwi. Miej mało przyjaciół, lecz niech będą prawdziwi.''
Na pewno coś w tym jest. Na pewno jest też coś w tym, że czasem bardziej można liczyć na kogoś obcego, na jego dobre słowo niż na wsparcie bliskich osób. 

Jeśli czyta to ktoś, kto się ode mnie odwrócił - przykro mi. Zwyczajnie, po ludzku mi przykro. Widocznie ja nie zasługiwałam na Twój czas, a Ty na moje (za)dobre serce. 
Jeśli czyta ktoś, kto jest ze mną od dawna, na dobre i złe. Dziękuję Ci, że jesteś i ze mną wytrzymujesz. Chyba nie jest łatwo, co? 

Może ludzie boją się choroby i boją się mnie urazić swoim zachowaniem, słowami i dlatego się ode mnie odwracają. (Nie ma czego! Moje serducho ma już w sobie tyle drzazg, że przyjmie tez kolejne). Albo to faktycznie coś ze mną jest nie tak. Nie wiem, nie mam pojęcia. 

Komentarze

  1. Dobrze wiem, co czujesz. Osoba, którą uznawałam za najlepszą przyjaciółkę, przestała się do mnie odzywać dzień przed moją operacją wycięcia jelita grubego. Przed najgorszym czasem w moim życiu. Nie zapytała nawet, czy przeżyłam... Minęły już ponad 4 lata, a mnie to boli cały czas tak samo. Z jednej strony czuję żal, z drugiej strasznie tęsknię. Też sobie myślę, że może zaczęła się mnie bać, bo ona potrafiła jechać do szpitala, gdy ją komar ugryzł i trochę jej to miejsce spuchło. W tej chwili mam 30 lat i ani jednej koleżanki, z którą mogłabym się spotkać. Zostali tylko moi rodzice i mój mąż. Tylko albo aż, jestem wdzięczna za to, że są i mogę na nich liczyć, ale czasem po prostu chciałabym spotkać z kimś innym ;) Powiem szczerze, że przez te wszystkie doświadczenia życiowe tak strasznie się zamknęłam w sobie, tak ciężko mi zaufać i się przed kimkolwiek otworzyć, ale mam nadzieję, że los się jeszcze odmieni i będę miała kiedyś chociaż malutkie grono znajomych :)
    Pozdrawiam serdecznie,
    Kasia

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czy warto?

Żyję sobie z tym Crohnem raz lepiej, raz gorzej. Czasem się na siebie złościmy. Za moją głupotę potrafi się nieźle odegrać i zmusić do dbania o siebie. Ale jakoś sobie radzimy...

Na co dzień nie myślę o tym jaka to jestem ciężko, przewlekle i nieuleczalnie chora. Kiedy w brzuchu i w ogóle w organizmie cicho, to żyję sobie jak normalny, zdrowy człowiek. Nie użalam się nad sobą, nie szukam toalety, nie boję się... I nagle spotykam kogoś i ten ktoś zaczyna mi mówić jaka to jestem biedna, że choruję. Pociesza, że będzie dobrze, że na pewno znajdą lekarstwo. Tylko to jest tak, że robiąc to w momencie, kiedy dobrze się czuję sprawia, że wszystkie moje czarne myśli wracają do mnie jak bumerang i głośno krzyczą w mojej głowie. Każą się znów bać. Wpadam w panikę pomimo tego, że mój stan zdrowia się nie pogorszył. 

Zaczynam się zastanawiać, dużo myśleć o tym. Kurczę, przecież ten ktoś ma rację. Czasem to dobrze, bo takie gadanie innych trochę przywraca mnie na ziemię i każe uważać, bo wszystko i …

Crohn zepsuł mi zycie

Czasem w życiu komplikuje się wiele spraw na raz. Jeśli dochodzi do tego choroba, jakakolwiek choroba, to już w ogóle mamy niezłe zamieszanie. Trochę się nie odzywałam, bo to był ciężki czas.

Było wycie w poduszkę i wstawanie z łóżka tylko po to, by skorzystać z toalety. Były trudne decyzje dotyczące przyszłości. Strach, nerwy. Nawet lekarz mnie okrzyczał, że jestem za bardzo nerwowa. Była duża awaria języka i w ogóle układu odpornościowego. To, co się działo to za dużo dla zdrowego człowieka, a co dopiero dla mnie. 

7go lipca minęło dokładnie 7 lat odkąd postawiono mi diagnozę. W tym roku jakoś szczególnie nie przeżywałam tego dnia. Zabrałam Crohna na siłownię. Ale o tym opowiem Wam kiedy indziej. Nie powiedziałam o tej rocznicy na blogu ani na funpage'u, bo wydawało mi się to trochę bez sensu. Cały czas chcę zapomnieć o chorobie, ale nie da się, bo ona jak bumerang mi o sobie przypomina. 

Zauważyłam już, że ciężko mi się rozmawia ze zdrowymi ludźmi, którzy nie wiedzą o tym, że jest…

Stomia to nie wyrok! - historia Pawła

Mam na imię Paweł. Choruję na chorobę Leśniowskiego - Crohna. Ostateczne rozpoznanie nastąpiło w 2011 roku, choć pierwsze symptomy miały miejsce w 2002 roku. W  2011 roku nastąpiło pierwsze i jak do tej pory ostatnie zaostrzenie. W jego wyniku wyłoniono mi dwie stomie. Rok później jedną z nich usunięto .
Moje zainteresowania to piłka nożna, podatki i medycyna. Ta ostatnia z racji tego, że z powodu choroby chcę wiedzieć czego mogę spodziewać się ze strony lekarzy, przebiegu choroby i leczenia.


Jak długo wracałeś do formy po operacji wyłonienia stomii?

Zacznijmy od tego, że w trakcie zaostrzenia choroby miałem cztery zabiegi operacyjne. Po ostatnim największym problemem nie była stomia, lecz cewnik i wręcz wyniszczenie organizmu. To drugie zostało zlikwidowane dzięki żywieniu pozajelitowemu. Z powodu podejrzenia przetoki pęcherzowej zostałem wypuszczony do domu z cewnikiem. To bardzo utrudniało mi wykonywanie codziennych czynności, a w dodatku był to okres świąteczno - noworoczny. Po dwó…